Uwaga! Modernizacja przejscia Medyka – Szeginie!!!

22 grudnia 2009

Z powodu przebudowy i modernizacji przejścia granicznego, zmieniła się organizacja ruchu samochodów osobowych. Nasze służby graniczne przyznają, że spowoduje to większe utrudnienia i dlatego podróżnym wracającym z Ukrainy do Polski zalecają wjazd innym przejściem.
Niestety utrudnienia potrwają jeszcze wiele miesięcy. Zmiany nastąpiły 18 grudnia a zakończą się prawdopodobnie we wrześniu przyszłego roku.

Co się zmieniło? – Kontrola graniczna na wyjazd z Polski do Ukrainy przebiega w zmodernizowanej części przejścia na stanowiskach ukośnych, natomiast ruch samochodów osobowych wjeżdżających do kraju odbywa się tylko na dwóch pasach i czterech stanowiskach kontrolnych. Do chwili zakończenia modernizacji przejścia nie będzie funkcjonował pas “nic do zgłoszenia” – wyjaśnia kpt Elżbieta Pikor, rzecznik Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej.

Ruch samochodów osobowych wjeżdżających do Polski został przeniesiony na dotychczasowe pasy wywozowe. Odprawa graniczna osób i samochodów osobowych odbywa się na czterech nowych stanowiskach kontrolnych. – Odprawa graniczna osób podróżujących autokarami dokonywana jest obecnie i podczas prac modernizacyjnych będzie kontynuowana na pasach ruchu przeznaczonych do odpraw samochodów ciężarowych – pas nr 7. Miejsce odprawy granicznej samochodów ciężarowych na wjazd do Polski pozostaje bez zmian – pas nr 9 – dodaje kpt. Pikor.

Zmiana zasad ruchu może powodować utrudnienia. Jeśli ktoś będzie wracał z Ukrainy do Polski, lepiej niech wybierze inne drogowe przejścia graniczne z Ukrainą. W przejściu Korczowa – Krakowiec ruch odbywa się bez zakłóceń.

Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów

Allegro :)

6 grudnia 2009

Wystawiłem kilka książek na
Allegro

Między innymi “MAŁANKA” – Reginy Godlewskiej.

Małanka – to letnia błyskawica, grom z jasnego nieba; tak nazywała ją Paraska w swojej tykocińskiej gwarze, kiedy zjechała jako pomoc domowa do warszawskiej rodziny. Oprócz języka dziewczyna wniosła coś więcej – niepokój, niedomówienia, strzępy rodzinnych wspomnień i opowieści, z których wyłonił się fragment świata małomiasteczkowej grozy wojennej w sielskiej dekoracji. Jedwabne? Więc było ich kilka. Małanka to epopeja: rozgrywająca się w ciągu półwiecza powieść o życiu warszawskiej rodziny: panującej niepodzielnie matki – pracownicy wydawnictw i cenzury; jej syna – przedstawiciela peerelowskiej prywatnej inicjatywy; wybranej przez matkę synowej, która po urodzeniu pięciu synów staje przed koniecznością zaakceptowania nieplanowanego wcześniej członka rodziny. Bujne życie towarzyskie, obyczajowe, kulturalne tej licznej, barwnej rodziny uzmysławia nam zakręty losu, nadzieje i rozczarowania, jakie były udziałem polskiej inteligencji po wojnie. W losy rodziny w sposób nieoczekiwany i dramatyczny wkracza przeszłość, która upomina się o swoje miejsce.

Zapraszam do przeglądnięcia moich aukcji :)

Reminiscencja

29 listopada 2009

Vova zi Lvova czyli Upierdliwy Minstrel, Leniwy Pies i Kobieta Trzymająca Paszporty!!

Pered mikrofonem stoit Vova zi Lvova, i zaraz u nas Ukrainska mowa! To Halicko – uliczny rap miasta Lwowa!  – wino, kobiety, patefon – tytuł płyty wesołego rapera z Miasta Lwa. Nie ma nic weselszego niż Ukraiński Rap! Zwłaszcza po powrocie z Kolejnej Wyprawy do tegoż miasta. Vova zi Lwowa niczym przyprawa czosnykowa – leci na słuchawkach.

Sen: Leżę, sala oświetlona. Sterylna. Jestem poowijany w jakieś prześcieradła. Nade mną pochylony zespół operacyjny… otwiera mi brzuch. Otwiera, ja podnoszę głowę i, patrzę co i jak. A tam… Wszystko wprost Klasycznie. Profesorowie zaczynają cmokać z zachwytu, robić zdjęcia i wołać studentów w celu nauki. A tam, maszyneria gra jak w przedwojennej Omedze. Oglądają jelita, powykręcane transformatory białek, tłuszczy i innych życiodajnych elementów. Na koniec gratulują mi – pozuję do fotek- i zaszywają… Koniec snu. Czy NFZ wie coś o tej samodiagnozie?:)

Wse budie fajnooo – zapamiętaj ce i ne zabuw! – Vova melorecytuje…

    
Zajeżdżamy na granicę wracając do Polski. Po stronie Ukraińskiej 10 autokarów. Szef-kierowca tylko szpetnie zaklął… No to mamy nockę w busie. Ale od czego Pilot-WszystkoRobiący. Przechadzam się koło autokarów. Kilka ukraińskich turystycznych, kursowych, polskie ze 3 i… tu jęknąłem – autokar na przemyskich numerach, a wokół niego palący i podpici “turyści”. No to w pizdou… Nie ma bata, nasi celnicy ich przetrzepią na okoliczność papierosów :( . Nic to. wracam. ale po kilku sekundach myśl… Idę jeszcze raz. Dochodzę do przejścia. Idę do starszego wiekiem ukraińskiego mundurowego. Ukraińskim moim językiem tłumaczę co i jak… Mówi, że nie ma problemu i każe jechać na samochody osobowe, na niemal wolny pas! Biegnę niczym Carl Lewis (nie, to nie ten od spodni!) do busu, wsiadam i… wyprzedzamy :) . Przemyślaki nam zastępują drogę i klepią po masce samochodu. Kierowca-szef nasz, idzie i subordynuje pilota tej “wycieczki”, który okazuje się drobną, kruchą babeczką. Współczuję jej, no, ale taki pieprzony los pilota. Jedziemy pod znak STOP. szybka odprawa celna. Jakiś nowy papier, który wystarczy podpisać!! I jedziemy na kontrolę paszportową. Tu lekkie zamieszanie i każą nam iść do okienka z paszportami w dłoniach. Stoimy. Kierują nas do innego okienka. W nim piękna niczym para aniołów mundurowa Pani informuje nas… ze Ona odprawia SAMOCHODY OSOBOWE a nie busy i… każe wracać do kolejki… No i już jesteście państwo w konsternacji jak i MY?!:) A jakże. Ale nie z Wojakiem Szwejkiem takie zagrywki. Zacząłem dialog. Wyjaśniłem kto i jak i co i kiedy. Kobieta odprawiała osobówki, a nam kazała czekać. Kierowca zostawił paszport i poszedł pilnować samochodu, ubezpieczając przez spychaniem:). Co robi Pilot-amator w takiej sytuacji? Rozgrzewa Kobietę Trzymającą Paszporty słówkami, prośbami lekkimi, stosując przebiegłe znane z psychologii kobiety (to dziedzina nauki, która powinna się rozwijać najprędzej!!) oparte na własnych doświadczeniach… No i każe mi nic nie ‘howoryc’. Ok. Nic nie mówię… No prawie nic. Jeden z odprawianych osobówek, na pytanie “Który to Andrzej”?, odpowiada ‘Ja”, a JA na to, ze tu się mówi po ukrainsky a nie po niemiecku!:) Władczyni Paszportó się uśmiechnęła. Znaczy swoja Babka, nie robot! No to czas sobie przypomnieć lata młodości… Kilka pochwał przetykanych utyskiwaniem na parszywy los pracy nocnej ze zmarszczkami i durnymi ludźmi jeżdżącymi Nie Wiadomo Po Co? Że niby my też? Nieee, my z OPERY! a po co do Opery? A bo u nas nie ma! A co w Operze? – Cała grupa skanduje – CY RU LIK SEWILSKI! (Prosiłem ich o to wcześniej, bo ja nie mam pamięci do nazw Oper, na które jadą ludzie). No i roztaczam uroki Lwowa, napomykając, ze uwielbiam Okean Elzy… No to kobitka już mnie ma… Każe mi śpiewać. Mi śpiewać??!! Nie trzeba dwa razy powtarzać! Mini recital rozpocząłem … właśnie, co to było? Zlepek refrenów, pierwszych zwrotek i ‘na na na’, oczywiście w ridnej ukraińskiej mowie…. raczej, w nowomowie, ale zawsze! Przeleciałem Okean Elzy, (no 911 opuściłem hehe) ludowe “Oj czyj to kin stoit”, “Tyż mene pidmanula”.. A Władczyni mówi, że jak nauczę grupę i zaśpiewamy to nas puści. No to posyłam Spojrzenie Belfra na grupę i zaciskam usta. Uwalniam usta i zaczynam dyrygować i drzeć ryja na całe przejście. Widze, że 3-4 mundurowych z uśmiechem mi się przypatruje (+wszyscy z osobówek i leniwy pies od narkotyków, gryzący swoją piłeczkę) a jeden młody, podrzuca tytuły piosenek! Phi! Mam swój repertuar! Na życzenie śpiewam za 10 hrywien! :) . No i co?! I zmiękczyłem serce Niewieście. Wzięła, poprzeglądała, popodbijała i kazała jechać! To Pojechaliśmy!! Jadą!! :) hehe.
No i niech mi ktoś powie, że nie warto się uczyć i słuchać nie tylko Blogu27 i Tokio Hotel!!! A na koniec zaśpiewałem… “Ja idu do domu, do sebe do domu..”. Ech… 10 autokarów stało i stało… A my po północy już w domku, jedząc lazanię i sałatkę owocową rozkoszowałem się jakby wolnością, jakby Lwią Grzywę targałem, i kwas Monastyrski łyczkami popijałem…. Ba…
Tak było!

“Widpusty, ja blachaju widpusty, bo ne możu dalsze żyty,  ja..” – to długo i namiętnie powtarzałem Piękna pieśń!:)

A do Lwowa, na “Straszny Dwór”, po POLSKU, zapraszam! Pogoda murowana, jak Baszta Prochowa!
Tylko niechaj grypa odpuści!! Tfu Tfu!!

Slawa Bohu!
Szczastliwo! :)

Sen

26 listopada 2009

Śniło mi się… pięknie…
Jestem we Lwowie, z grupą osób. Stoimy przed Ormiańską. Mówię, że zanim wejdziemy, to chciałbym pójść do Citrusa i złożyć zamówienie na obiad, pielmieni lub czanaki czy inne. Ludzie myślą, zastanawiają się, tracą czas. Wreszcie wkurzony każę wszystkim iść do Citrusa już! W środku dużo ludzi, ale znajdujemy miejsce, ta sama jak zwykle kobieta za ladą (sic! bardzo realna) obsługuje mnie!! Zamawiam, zrezygnowany, bo plan mi zmienili, mlynec czyli naleśnik z owocami i bitą śmietaną i coś do picia. Jemy, podrywam grupę, płacę 20 hrywien!!! Wychodzimy. Ale wracam do toalety. Zamknięta bo awaria. Normalne myślę… (ale mam nadzieję nie prorocze hehe). Wychodzę i ciągną grupę do Ormiańskiej. Tam tłumy już na chodniku. Łapię się za bok, gdzie zwykle mam aparat fotograficzny, ale tym razem nie wziąłem!! Ech… kolejny pech. A w Ormiańskiej jest msza. Stoimy z ludźmi, jakieś zespoły ludowe, dzieci w strojach, tablice z nazwami. Nagle Moja NzŻ ciągnie mnie do środka, każe siadać w ławce między mężczyznami, na wolnym miejscu, a sama szuka wolnego miejsca gdzieś, i słuchamy kazania. Wygłasza je jakiś krytyk literacki czy inny w ten deseń. Mówi z emfazą o problemach z napisaniem książki, o procesie twórczym u artysty, o paroksyzmach targających człowieka uczuciowego, delikatnego. O tym, że zamiast zajmować się Sztuką zajmujemy się Tuskiem. Dokładnie tak mówił!! Cytuje często-gęsto różnych myślicieli, pisarzy, teoretyków, gestykuluje i przechadza się po ołtarzu. Przerywano mu, polemizowano! Jeden niski mężczyzna z pięknym austriackim wąsem, wstał i już miał wyjść, ale w połowie drogi zatrzymał się, odwrócił i skomentował, że to co Mówi Ów Kaznodzieja to “Ból Istnienia”. I wyszedł.
Homilia skończona, zaczął gwizdać lekko, jeden, drugi, trzeci raz.. ręką dał znać, żebyśmy powstali. I wtedy dotarło do mnie, że muszę do toalety… No i się obudziłem :) Poszedłem. Skorzystałem. Już nie śpię…
A wieża Ormiańskiej była taka realistyczna, rynek, Szewska, Citrus, nawet Ta Kobieta za Ladą… Ceny nieco wyższe :) , ale WSZYSTKO tak REALNE!!! Każdy wybrukowany centymetr powierzchni. I słońce było i ciepło….
No to kiedy do Lwowa ?? :)

Ukraińscy celnicy nie będą odprawiać w nocy towarów!

19 października 2009

Rząd Ukrainy wprowadził ograniczenia w odprawach celnych. Jeśli ktoś nie zdąży oclić towarów w określonych godzinach, będzie musiał czekać do następnego dnia.

Ograniczenia obejmą import towarów przez osoby fizyczne. Towary o wartości 1 tysiąca euro lub o wadze ponad 100 kg muszą być odprawione między godzinami 8-18 czasu kijowskiego. Jeśli ktoś, kto chce importować towar na Ukrainę nie odprawi towaru w tych godzinach, będzie musiał czekać do następnego dnia. – Trochę dziwne to zarządzenie bo przecież urzędy celne na przejściach pracują całą dobę. Spodziewamy się, że będą się tworzyć kolejki osób, oczekujących na odprawę – mówi Janusz Walczyk z UC w Korczowej. Rozporządzenie obowiązuje od 14 października, ale ruch na przejściach polsko-ukraińskich był w ostatnich dniach mały. – Na Ukrainie pogoda była jeszcze gorsza niż u nas. Wiele miejscowości nie miało prądu, na drogach były bardzo trudne warunki do jazdy – informują polscy celnicy.

Info – Gazeta Wyborcza Rzeszów

Lwów – najlepszym miastem do życia, na Ukrainie!!!

14 czerwca 2009

12 czerwca magazyn wiadomości “Fokus” przedstawił trzeci coroczny ranking “55 lepszych miast dla życia na Ukrainie”. Na początku tegorocznego rankingu znalazł się Lwów. Do dziesiątki liderów również weszły Kijów, Iwano-Frankiwsk, Czerniowce, Jałta, Charków, Odessa, Illiczewsk, Symferopol i Sewastopol.

Redaktor naczelny pisma “Fokus” Mychajło Hładkyj wręczył merowi Lwowa Andrijowi Sadowemu pamiątkowy dyplom. “Trzeci rok z rzędu szukamy w kraju idealnego miasta do życia, miasta, w którym można oddychać czystym powietrzem, pić czystą wodę, gdzie nie straszno puścić dziecko na ulicę, gdzie można znaleźć dobrą pracę, otrzymać wykwalifikowaną pomoc medyczną i doskonałą edukację, którego ulicami można chodzić się bez stresów, w którym jest jak spędzić czas wolny. Tego roku za lepsze miasto do życia uznaliśmy Lwów” – zaznaczył Mychajło Hładkyj.

Wśród liderów w poszczególnych nominacjach “Fokus” wymienia Kołomyję, która, jak też w zeszłym roku, została najbezpieczniejszym miastem do życia: odnotowano tu najniższy poziom przestępczości. Jałta została liderem w rozwoju miejskiej infrastruktury, Czernihów drugi rok z rzędu jest uznawany za najczystsze miasto w kraju, Odessa jest miastem z najwyższym poziomem nawału pracy, w Mariupolu są najniższe ceny na nieruchomość (cztery razy niższe, niż w Kijowie), najwyższe pensje odnotowano w mieście Energodar (średnia pensja tu wynosi 3303 hrywien).

Umowa o ruchu przygranicznym nareszcie wchodzi w życie!!!

15 maja 2009



    Za 5 dni (czyli od 20.05.) nabiera mocy prawnej umowa o małym ruchu granicznym pomiędzy Polską a Ukrainą. Umowa obejmuje mieszkańców pogranicza, czyli 30-kilometrowego pasma z obu stron granicy.

Jak donosi Polskie Radio, pozwolenia na przekroczenie granicy bez dowodów osobistych i wiz będą wydawane przez konsulaty w Lublinie, a także we Lwowie i w Łucku. Na mocy takich pozwoleń interesanci będą mieli możliwość przebywania po drugiej stronie granicy nie więcej, niż 90 dni w ciągu pół roku. Dni liczą się od momentu pierwszego przekroczenia granicy. Dozwolony czas pobytu bez przerwy będzie wynosić najwięcej 60 dni.

Takie pozwolenia będą wydawane mieszkańcom pogranicza na termin 2 lat, a następne pozwolenia na 5 lat.

Wobec cudzoziemca, który naruszył zasady pobytu w Polsce będą używane surowe sankcje. Decyzja o tym, by osoba wyjechała z Polski, będzie oznaczać zakaz wjazdu w ciągu trzech lat.

Deportacja z Polski powoduje zakaz wjazdu w ciągu 5 następnych lat i mandat.

Na Podkarpaciu mały ruch graniczny będą obsługiwać trzy przejścia: Korczowa-Krakowiec, Medyka-Szehyni i Krościenko-Smilnycia.

 

21.05. DZIEŃ KELNERA we Lwowie

12 maja 2009


      “21 maja we Lwowie odbędzie się miejskie święto, poświęcone kelnerom. Dzień Kelnera odbędzie się na Ukrainie po raz pierwszy O tym 12 maja ZAXID.NET zawiadomili organizatorzy. W tym dniu miasto będzie odznaczać kelnerów, którzy mają bogate doświadczenie najlepszych tym zakresie. Również najlepsi kelnerzy dostaną cenne nagrody od merostwa.“Rodzynkiem” Dnia kelnera stanie się to, że restauratorzy właściciele zakładów będą przez dzień pracować w swoich restauracjach jako kelnerzy: będą obsługiwać klientów, przy czym każdy z właścicieli przygotuje niespodziankę dla gości zakładu, i będzie rezygnować z napiwków.

Do udziału w Dniu Kelnera już zgłosiły się 32 restauracje. Z inicjatywy Gildii Restauratorów Lwowa i dzięki wsparciu Lwowskiej Rady Miejskiej to święto we Lwowie stanie się coroczne”.

No, no! Czy kelnerzy odwdzieczą się i poproszą o Dzień Dobroci dla Miasta w wykonaniu Lwowskiej Rady Miejskiej? :)

Język polski znika z kościoła

11 maja 2009


Za Rzepą:

Cezary Gmyz 11-05-2009, http://www.rp.pl/artykul/20,303588_Jezyk_polski_znika_z_kosciola.html

Wierni ze Lwowa protestują przeciw liturgii po ukraińsku. Jedynym łącznikiem z Polską pozostaje Kościół – mówią i proszą metropolitę lwowskiego o interwencję

Abp Mieczysław Mokrzycki, metropolita lwowski, do tej pory nie ustosunkował się do apeli wiernych ze Lwowa

„Z ogromnym niepokojem wierni Kościoła rzymskokatolickiego we Lwowie ponownie zwracają się do J. E. abp Mieczysława Mokrzyckiego z prośbą o zaniechanie manipulacji językowych w liturgii Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie (w tym w katedrze łacińskiej we Lwowie). Od kilku tygodni w lwowskiej katedrze do nabożeństw z udziałem dzieci i młodzieży wprowadzany jest język ukraiński. (…) Zmiany wprowadzone w katedrze łacińskiej we Lwowie są tym bardziej niepokojące, iż w taki właśnie sposób zaczynała się ukrainizacja Polaków za Zbruczem, która postępuje w sposób nieodwracalny” – napisali katolicy ze Lwowa do metropolity. Pod listem podpisało się 600 osób.

Arcybiskup Mieczysław Mokrzycki odmówił „Rz” skomentowania listu.

Strach rodaków

– Język ukraiński coraz częściej wypiera język polski. Ku zaskoczeniu naszych dzieci w katedrze odprawiono niedawno całą drogę krzyżową po ukraińsku – opowiada Alina Micińska ze Lwowa, matka uczennicy uczęszczającej do piątej klasy. Micińska przyznaje, że najbardziej obawia się właśnie ukrainizacji dzieci i młodzieży. – Nawet obrazki, które są rozdawane dzieciom w kościele, mają teksty modlitwy wyłącznie po ukraińsku. Podczas nabożeństw dla dzieci używa się dwóch języków. Część czytań i pieśni śpiewana jest po polsku, a część po ukraińsku – wylicza.

Za komuny było lepiej

Te obawy podziela wielu rodaków ze Lwowa. Dlatego już wcześniej – w styczniu – także informowali metropolitę o problemach z językiem liturgii.

Arcybiskup Mokrzycki nie ustosunkował się do ich apeli. W kazaniu, które wygłosił 2 maja, kiedy obchodzony jest Dzień Polonii i Polaków za Granicą, skrytykował lwowską Polonię, zarzucając jej m.in. małą aktywność społeczną. Wiernych najbardziej zabolał fragment, w którym hierarcha apelował, by wyjęli kamienie z kieszeni. Odebrali to jako komentarz do ich próśb o zachowanie polskiej liturgii.

Barbara Pacan, jedna z inicjatorek protestu, zaznacza, że nie ma nic przeciwko językowi ukraińskiemu. Tłumaczy jednak, że lwowska katedra łacińska była jednym z dwóch kościołów rzymskokatolickich, których nie zamknięto, gdy Polska utraciła Lwów.

– Przez cały okres komunizmu modlono się tutaj po polsku. To Polacy przechowali wiarę rzymskokatolicką we Lwowie – mówi Pacan. Dodaje, że w mieście nie ma zapotrzebowania na msze rzymskokatolickie po ukraińsku. – W kościele św. Antoniego ksiądz wprowadził mszę w tym języku, ale z niej zrezygnowano, bo przychodziło coraz mniej ludzi – argumentuje lwowianka.

– W całej sprawie głównie chodzi o to, że już za chwilę z powodu działalności Kościoła katolickiego Polacy przestaną istnieć na terenie Ukrainy. Brzmi to trochę dramatycznie, ale na wielu terenach jedynym łącznikiem z ojczyzną pozostaje Kościół. Przez cały okres powojenny Polacy pozbawieni byli szkolnictwa polskiego i dostępu do polskiej kultury – mówi lwowianka Beata Kost.

Według niej księża zabiegają o pieniądze z Polski, ale potem niewiele dla rodaków robią.

– Podam przykład. W parafii w Połonnem za pieniądze wspólnoty polskiej ksiądz wyremontował salkę, w której miało się odbywać nauczanie w języku polskim. Ale potem nie udostępnił jej nauczycielce – opowiada Kost.

Ks. prof. Roman Dzwonkowski z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, który badał problematykę używania języka polskiego za granicą, krytykuje księży rezygnujących na Ukrainie z liturgii po polsku.

– Niestety mamy tu do czynienia z klerykalizmem. Polega on na tym, że księżom wydaje się, że wiedzą lepiej, czego chcą wierni – ocenia ks. Dzwonkowski.

Proboszcz lwowskiej katedry twierdzi, że tamtejsi Polacy są przewrażliwieni.

– Użycie języka ukraińskiego podczas czytań miało charakter incydentalny. Czy będzie to kontynuowane, zależy od tego, co postanowi ksiądz arcybiskup Mokrzycki – mówi „Rz” ks. Wiktor Antoniuk.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora c.gmyz@rp.pl

Lwów, 26 kwietnia 2009 r.

J. E. ks. Mieczysław Mokrzycki Arcybiskup Metropolita Lwowski
Z ogromnym niepokojem wierni kościoła rzymskokatolickiego we Lwowie ponownie zwracają się do J.E. abp Mieczysława Mokrzyckiego z prośbą o zaniechanie manipulacji językowych w liturgii kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie (w tym w Katedrze Łacińskiej we Lwowie).

Od kilku tygodni w lwowskiej Katedrze do nabożeństw z udziałem dzieci i młodzieży wprowadzany jest język ukraiński. Zmiany te odbywają się bez konsultacji z wiernymi i bez porozumienia z rodzicami dzieci. Zmiany wprowadzone w Katedrze Łacińskiej we Lwowie są tym bardziej niepokojące, iż w taki właśnie sposób zaczynała się ukrainizacja Polaków za Zbruczem, która postępuje w sposób nieodwracalny.

Chcemy przypomnieć zwierzchnikom kościoła na Ukrainie, że mamy prawo do słuchania Słowa Bożego w języku ojczystym, takie są bowiem ustalenia Soboru Watykańskiego.

Św. Sobór Powszechny Watykański drugi (Konstytucja o św. Liturgii) wydał normy dotyczące używania języka w liturgii kościoła rzymskokatolickiego – są to języki narodowe (ojczyste), a nie język państwowy. Skoro już wówczas zauważono ważny element w stosowaniu języka ojczystego w ewangelizacji i głoszeniu słowa Bożego, zwracamy się do abp Mieczysława Mokrzyckiego i episkopatu Ukrainy o uszanowanie naszego prawa do modlitwy w języku narodowym. Prosimy o nie wprowadzanie „mieszanych rozwiązań”, ponieważ wprowadzanie języka „mieszanego” odbywa się ze szkodą dla powagi liturgii.

Mimo, iż w większości parafii rzymsko-katolickich na Ukrainie przeważają ilościowo Polacy bądź Ukraińcy pochodzenia polskiego, obserwujemy ciągłą redukcję języka polskiego. Język polski zanika w kościele. Bardzo bolesny jest fakt, że przy wszelkich zmianach zwierzchnicy ignorują potrzeby wiernych.

Powstaje nieodparte wrażenie, że jest to działanie celowe. Prosimy o to, aby o języku katechezy, wydawnictw, nabożeństw z udziałem dzieci i młodzieży mogli decydować rodzice, a nie wyłącznie księża i siostry.

Mieszkający na terenie Lwowa i zachodnich województw obecnej Ukrainy Polacy przywiązani są do rodzimych tradycji, obrządku, również do swego języka ojczystego – w którym od wieków modlą się w świątyniach. W wielu regionach Ukrainy wprowadzenie czytań w języku ukraińskim było pierwszym krokiem do wprowadzenia ukrainizacji wiernych i uniemożliwienia głoszenia słowa Bożego w języku polskim. Język polski w wielu parafiach zamieszkiwanych przez Polaków jest praktycznie nieużywany, księża posługują się „surżykiem” – mieszanką języków polskiego i ukraińskiego. Taka sytuacja ma też miejsce od pewnego czasu w Katedrze Łacińskiej we Lwowie, gdzie pracują kapłani o żenującej sprawności językowej, niektórzy z księży mają problem z wysławianiem się w obydwu językach. Jest to proces groźny i niebezpieczny, wiernych uwstecznia, a kapłanów utwierdza w przekonaniu, że ich znajomość języka jest wystarczająca.

Władze kościelne i poszczególne parafie na Ukrainie pozyskują znaczne środki finansowe od polskich instytucji rządowych i pozarządowych motywując potrzeby (organizacja pielgrzymek, wyjazdów, renowacja kościołów, dofinansowania, etc.) krzewieniem tradycji i kultury polskiej, po czym następuje: usuwanie polskich napisów z zabytków, odmowa sprawowania liturgii w języku polskim, mimo próśb wiernych, co jest nagminne w mniejszych miejscowościach, odmowa odprawienia drogi krzyżowej po polsku dla dzieci itd.

Pochylając się nad ustaleniami Konstytucji o Liturgii warto również podkreślić fakt, iż wierni mają swoje miejsce i rolę do spełnienia w zgromadzeniu liturgicznym. Liturgia to działanie ludu, dla ludu i z ludem ku Bogu. Duchowni spełniają w niej rolę przewodniczących koncelebracji. Niech więc księża oddadzą Bogu co Boskie, a wiernym – to co do wiernych należy: prosimy o Słowo Boże w języku ojczystym, bez polityki i bez pogardy dla naszych uczuć i potrzeb.

W załączniku podpisy:

Do wiadomości:
1. Nuncjatura Apostolska w Kijowie – Abp. Nikola Eterović
2. Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski – Abp. Józef Michalik
3. Kancelaria Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej – Pan Piotr Kownacki
4. Przewodniczący Sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą – Pan Marek Borowski
5. Przewodniczący Senackiej Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą – Pan Andrzej Person
6. Stowarzyszenie „Wspólnota Polska” – Pan Prezes Maciej Płażyński 7. Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie” – Pan Prezes Jerzy Marek Nowakowski

 

Marek Krajewski w “Głowie Minotaura” o Lwowie! We wrześniu w księgarniach.

28 kwietnia 2009

Literacka agencja “Piramida” podpisała kontrakt z warszawskim wydawnictwem W.A.B. na wydanie nowej powieści znanego polskiego autora Marka Krajewskiego “Głowa Minotaura”, którego akcja toczy się w przedwojennym Lwowie. “Głowa Minotaura” stanie się pierwszą książką w “lwowskiej” kryminalnej serii autora – poinformowano ZAXID.NET w biurze prasowym wydawnictwa.Po raz pierwszy ukraińskie wydawnictwo potrafiło podpisać kontrakt i rozpocząć tłumaczenie utworu przed jego oficjalną prezentacją w Polsce. Polska premiera “lwowskiego” kryminału “Głowa Minotaura” odbędzie się we Wrocławiu 6 maja 2009 roku. Ogólnoukraińską premierę utworu Agencja Literacka “Piramida” zaplanowała na wrzesień 2009 roku – podczas XVI Forum Wydawców we Lwowie.

Tekst nowej powieści Marka Krajewskiego dla Agencji Literackiej “Piramida” tłumaczy lwowska tłumaczka, wykładowczyni języka polskiego w Uniwersytecie Narodowym “Lwowska Politechnika” Bożena Antoniak.

W zeszłym roku Marek Krajewski przyjeżdżał do Lwowa na zaproszenie władz miasta i zbierał materiały dla swojej powieści “Głowa Minotaura” z pomocą lwowskich historyków. Według słów tłumaczki Bożeny Antoniak, autor bardzo ucieszył się, że Lwów zainteresował się jego powieścią.

“Utwory Marka Krajewskiego są znane w świecie. Autor jest tłumaczony na 11 języków świata. Uważam, że “Głowa Minotaura” zrobi istotny wkład w promocję Lwowa w świecie. Lwów to miasto o unikatowym środowisku społecznym i kulturowym, ono formowało się na skrzyżowaniu kultur, dlatego jest ciekawy dla badania. Jestem bardzo szczęśliwy, że autor zainteresował się Lwowem i zrobił jego głównym miejscem akcji swojej nowego powieści “Głowa Minotaura”.

Jestem pewny, że “lwowska” seria zainteresuje czytelników, a “Piramida” nadal będzie robić wszystko dla tego, aby najlepsze książki o światowym poziomie były dostępne dla Ukraińców” – akcentował dyrektor generalny Agencji Literackiej “Piramida”, doktor nauk historycznych Wasyl Hutkowski.

Wcześniej w ukraińskich wydawnictwach świat zobaczyły książki Marka Krajewskego takie jak “Koniec świata w Breslau” i “Śmierć w Breslau”.